... którego mrówka niosła.
Otóż wakacje w sejmie. Wrzało, huczało. Końcówka niczym u sprintera piorunująca i efektywna. Nie obeszło się oczywiście bez zręcznych chwytów, zasieków, podchodów. A teraz co? Wakacje.
I spróbujmy się postawić w sytuacji takiego posła. Po 11 miesięcznej służbie (choć teraz trwała krócej bo od listopada więc 9 miesięcy), która owiana była aktywnością ponad siły niczym zadania Herkulesa przychodzi cisza i spokój. Nie przechodzi się już przez bramę sejmu i nie szoruje butami po świeżo wypastowanej podłodze. Nie czuć w nozdrzach mieszanego zapachu różnych racji i poglądów politycznych. Nie mija się swojego konkurenta politycznego, z którym wczoraj wieczorem w programie na antenie telewizji doszło do niezłej sprzeczki i patrzy na niego teraz z wyższością no bo przecież to ja miałem racje (notabene przeciwnik myśli tak samo). Nie ma już stojących lub siedzących na kanapach dziennikarzy w sejmowych korytarzach, można teraz liczyć jedynie na paparazzi pracujących dla jednego z brukowców. Generalnie nuda.
Jakie skutki może to przynieść dla takiego posła aktywisty? No myślę, że niewielkie. Zwinny poseł po takim harcie i zaprawieniu potrafi sobie nieźle zorganizować czas. Jedni organizują blokady (znany sposób z historii więc może mało chwytliwy teraz), inni wakacje z atrakcyjną posłanką, albo jakąś wakacyjną konferencyjkę się zrobi. Jednak trzeba coś nowego wymodzić no bo specjalista od PR mówił wyraźnie: nie można zanudzić odbiorcę. A jak powszechnie wiadomo kreatywność posłów nie zna granic.
Czeka nas więc czas oddechu od sejmu, ale tylko z założenia. A jak będzie? To się jeszcze okaże. Pożyjemy zobaczymy.
Otóż wakacje w sejmie. Wrzało, huczało. Końcówka niczym u sprintera piorunująca i efektywna. Nie obeszło się oczywiście bez zręcznych chwytów, zasieków, podchodów. A teraz co? Wakacje.
I spróbujmy się postawić w sytuacji takiego posła. Po 11 miesięcznej służbie (choć teraz trwała krócej bo od listopada więc 9 miesięcy), która owiana była aktywnością ponad siły niczym zadania Herkulesa przychodzi cisza i spokój. Nie przechodzi się już przez bramę sejmu i nie szoruje butami po świeżo wypastowanej podłodze. Nie czuć w nozdrzach mieszanego zapachu różnych racji i poglądów politycznych. Nie mija się swojego konkurenta politycznego, z którym wczoraj wieczorem w programie na antenie telewizji doszło do niezłej sprzeczki i patrzy na niego teraz z wyższością no bo przecież to ja miałem racje (notabene przeciwnik myśli tak samo). Nie ma już stojących lub siedzących na kanapach dziennikarzy w sejmowych korytarzach, można teraz liczyć jedynie na paparazzi pracujących dla jednego z brukowców. Generalnie nuda.
Jakie skutki może to przynieść dla takiego posła aktywisty? No myślę, że niewielkie. Zwinny poseł po takim harcie i zaprawieniu potrafi sobie nieźle zorganizować czas. Jedni organizują blokady (znany sposób z historii więc może mało chwytliwy teraz), inni wakacje z atrakcyjną posłanką, albo jakąś wakacyjną konferencyjkę się zrobi. Jednak trzeba coś nowego wymodzić no bo specjalista od PR mówił wyraźnie: nie można zanudzić odbiorcę. A jak powszechnie wiadomo kreatywność posłów nie zna granic.
Czeka nas więc czas oddechu od sejmu, ale tylko z założenia. A jak będzie? To się jeszcze okaże. Pożyjemy zobaczymy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz