Ranek przywitał nas jak się później okazało rutynowo słońcem. Po zapoznaniu się działalności biura współpracy międzynarodowej na uczelni w Piliscabie zjedliśmy sobie na miejscu obiad i wyruszyliśmy na podbój Budapesztu. Obiad był w stołówce akademickiej mieszczącej się na terenie kampusu, za niewielką cenę zjedliśmy bardzo dużo, dwa obiady pełne aż miło :)
Postanowiliśmy poruszać się pieszo nie korzystając z środków komunikacji m

iejskiej. Za cel obraliśmy sobie: zamek, kościół świętego Macieja, wzgórze Gellerta i cytadele, zabytkowy most oraz parlament. A ponieważ sprzyjała pogoda plan się udał :) Idąc bez mapy szliśmy uliczkami Budapesztu tymi zawiłymi i nie tak dostępnych łatwo dla turystów, którzy to łatwym sposobem chcą dotrzeć do celu. Tutaj widzimy zd

jęcie jednej z ulic prowadzącej do góry, do naszego pierwszego celu czyli kościoła. Wspinaliśmy się wytrwale. Spotkaliśmy także bardzo osobliwy i ciekawy pomnik/żeźbę (II zdjęcie) chłopca lecącego w dół.
Mansfeld Peter bo tak się nazywał ten bohater narodowy Węgier. Był on ofiarą systemu komunistycznego, już jako dziecko wziął udział w powstaniu węgierskim 1956 roku. Zbierał broń wraz ze swoim kolegą, roznosił ulotki, jednym słowem bardo aktywny działacz sprzeciwiający się tym złowrogim siłą. Pojmano go jeszcze jak nie osiągnął wieku pełnoletności dlatego czekano na wykonanie wyroku do czasu jego pełnoletności. W dniu jego urodzin został powieszony a z winy kata jego agonia trwała aż 13 minut. Zasłużył na miano bohatera narodowego i takim też jest. Kościół św. Macieja w środku był niesamowity. Wszystkie ściany były pokryte ozdobnymi malowidłami dającymi złudzenie tapety, do tego liczne sceny biblijne robiły wrażenie. Ołtarze były nie wielkiego rozmiaru w stostunku do wysokości kościoła jednak stwarzały pewien "klimat" sackrum. Na
Zamku Królewskim mieliśmy sposobność oglądać ciekawy d

ziedziniec i rzeźby. Kiedy jestem w takich miejscach próbuję się przenieść w czasy kiedy po dworze jeździły karoce, służba biegała i pracowała pieczołowicie, damy dworu w sukniach z fasonem nadającym charakter epoce w jakiej czas się roczy. I pomyśleć, że teraz my idziemy w całkiem innych ubraniach z aparatem cyfrowym w ręce :) uśmiech czasu. Następny cel to wzgórze
Gellerta, które swoją nazwę zawdzięcza biskupowi o takim własnie nazwisku. Ów biskup ochrzcił Madziarów z polecenia króla Węgier Stefana, po śmierci jednak króla został on schwytany przez pogan, zamknięty w drewnianej beczce, w której były wbite gwoździe do środka i zepchnięty z tego wzgórza. Na samym szczycie znajduje się także pomnik Wolności (III zdjęcie) oraz cytadela obronna, w której teraz znajdują się restauracje, muzeum a ob

ok jedna z najsłynniejszych dyskotek w Budapeszcie. Ze szczytu wzgórza roztacza się przepiękna panorama na całe miasto zarówno na Buda i Peszt :) Po zejściu ze szczytu szliśmy wzdłóż Dunaju i zmierzaliśmy w stronę
Parlamentu (IV zdjęcie). Ta budowla robi wrażenie i śmieje się, że można ją pomylić z zamkiem :) Mieliśmy przygodę ze zrobieniem zdjęć do legitymacji studenckiej, którą chcieli nam wyrobić na uczelni. Zdjęcia robiliśmy a automacie w metrze. Obsługiwany automat był w języku węgierskim, mieliśmy przy tym tyle zabawy, że w sumie wyszło nam za dużo zdjęć. Takie wspomnienia kolekcjonować warto. Po długim spacerze ulicami Budapesztu udaliśmy się do naszej bazy w Piliscabie. A tam wieczór węgierski gdzie zostaliśmy poczęstowani gulaszem gotowanym nad ogniskiem w kotle przez tamtejszych studentów no i obowiązkowo do tego było wino :) Kolejny dzień minął sen nas mile przyjął :)