Dzień wyjazdu nie pozostawił nas bez przygód. O godzinie 16:05 wyruszyliśmy z Brzozowa by móc w Krakowie wsiąść do pociągu (nie byle jakiego) rozpoczynającego swoją jazdę do Budapesztu o godzinie 22:45. Kraków przywitał nas tuż po 20 z orszakiem oczekującym w postaci kolejki do kasy biletowej. Oj nie mały był to orszak a do tego bardzo urozmaicony gdyż międzynarodowy. Przez pierwsze 20 minut staliśmy w miejscu i to na samym końcu a za naszymi plecami co jakiś czas przechodzili swobodnie ludzie spoglądając na stojących w tej pokaźnej kolejce. Przystanął za nami starszy Pan i nie mogąc zrozumieć dlaczego u nas w Polsce zawsze muszą być kolejki wspomniał o Niemczech i Austrii gdzie on nigdy na kolejkę się nie natkną ani na dworcach ani w bankach a u nas ... jak jest każdy wie. No i tak po nie całej godzinie kupiliśmy bilety. Wystarczyło jeszcze nam czasu by przejść spacerowym tempem do rynku krakowskiego i z powrotem.
Na peronie zgodnie z informacją umieszczoną na tablicy stał pociąg jadący do Budapesztu. Łapiąc pierwszą osobę wyglądającą na konduktora zapytaliśmy, który wagon jedzie do stolicy Węgier. Informacja szybka i jasna: - Trzy ostatnie wagony. Zadowoleni, że tak łatwo poszło udaliśmy się do owych wagonów. Przy ostatnim stał jeszcze jeden Pan, który był konduktorem z Bukaresztu. Zapytaliśmy go o to samo aby mieć pewność a on zapewnił nas: - Yes yes this train go Budapest. Więc wsiedliśmy śmiało ale z lekkim zawieszeniem gdyż ludzie w wagonie jak i sam środek transportu pozostawiał wiele do życzenia. Należał do kolei rumuńskiej. Usiedliśmy w przedziale i kropka. Założenie pierwsze to takie, że ja oka na pewno nie zmróżę w podróży. Jednak jakieś przeczucie kazało mi pójść się upewnić co do słuszności celu wagonów w jakich jesteśmy. Poszedłem na sam początek pociągu gdzie znalazłem konduktorów z naszego PKP i zapytałem, który wagon jedzie do Budapesztu. PIerwszy konduktor popatrzył na mnie dziwnie i powiedział: - Ale ten pociąg nie jedzie do Budapesztu. Zaraz sprawdzę. Udaliśmy się do przedziału konduktorskiego gdzie wyciągając księge rozkładu jazdy pociągów szukał i szukał odpowiedzi na moje pytanie. Podszedł drugi konduktor, który zarazem był kierownikiem pociągu i zapewnił mnie, że właśnie ten wagon na pewno będzie w Budapeszcie. Z radością ruszyłem po moją lubą i przenieśliśmy się z końca na sam początek. Jesteśmy u siebie bo w wagonie należącym do PKP. Spaliśmy nawet w drodze. A nad ranem gdy poszliśmy za potrzebą zobaczyliśmy coś ciekawego. Za drzwiami naszego wagonu były całkiem inne wagony niż te kiedy wsiadaliśmy w Krakowie. A w samym Budapeszcie zobaczyliśmy, że ze startujących w Krakowie wagonów tylko w tym, w którym byliśmy dotarł właśnie tu. Odetchnęliśmy z ulgą bo kto wie pewno teraz bylibyśmy w Bukareszcie. - Yes yes this train go Budapest. Yea jasne. Przygoda jednak ma swój wyszukany smak :) Tak to zaczęła się nasza wyprawa na Węgry.
Na peronie zgodnie z informacją umieszczoną na tablicy stał pociąg jadący do Budapesztu. Łapiąc pierwszą osobę wyglądającą na konduktora zapytaliśmy, który wagon jedzie do stolicy Węgier. Informacja szybka i jasna: - Trzy ostatnie wagony. Zadowoleni, że tak łatwo poszło udaliśmy się do owych wagonów. Przy ostatnim stał jeszcze jeden Pan, który był konduktorem z Bukaresztu. Zapytaliśmy go o to samo aby mieć pewność a on zapewnił nas: - Yes yes this train go Budapest. Więc wsiedliśmy śmiało ale z lekkim zawieszeniem gdyż ludzie w wagonie jak i sam środek transportu pozostawiał wiele do życzenia. Należał do kolei rumuńskiej. Usiedliśmy w przedziale i kropka. Założenie pierwsze to takie, że ja oka na pewno nie zmróżę w podróży. Jednak jakieś przeczucie kazało mi pójść się upewnić co do słuszności celu wagonów w jakich jesteśmy. Poszedłem na sam początek pociągu gdzie znalazłem konduktorów z naszego PKP i zapytałem, który wagon jedzie do Budapesztu. PIerwszy konduktor popatrzył na mnie dziwnie i powiedział: - Ale ten pociąg nie jedzie do Budapesztu. Zaraz sprawdzę. Udaliśmy się do przedziału konduktorskiego gdzie wyciągając księge rozkładu jazdy pociągów szukał i szukał odpowiedzi na moje pytanie. Podszedł drugi konduktor, który zarazem był kierownikiem pociągu i zapewnił mnie, że właśnie ten wagon na pewno będzie w Budapeszcie. Z radością ruszyłem po moją lubą i przenieśliśmy się z końca na sam początek. Jesteśmy u siebie bo w wagonie należącym do PKP. Spaliśmy nawet w drodze. A nad ranem gdy poszliśmy za potrzebą zobaczyliśmy coś ciekawego. Za drzwiami naszego wagonu były całkiem inne wagony niż te kiedy wsiadaliśmy w Krakowie. A w samym Budapeszcie zobaczyliśmy, że ze startujących w Krakowie wagonów tylko w tym, w którym byliśmy dotarł właśnie tu. Odetchnęliśmy z ulgą bo kto wie pewno teraz bylibyśmy w Bukareszcie. - Yes yes this train go Budapest. Yea jasne. Przygoda jednak ma swój wyszukany smak :) Tak to zaczęła się nasza wyprawa na Węgry.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz